Na ścieżkach lasu czyli praktyka tu i teraz
Na ścieżkach lasu znajdziemy to, co najważniejsze: życie. Do życia nie potrzebujemy nic więcej oprócz wzajemności, bycia razem, uważności, bycia tu i teraz. Wchodząc do współczesnego lasu, znajdziemy w nim rany. Głębokie, wciąż świeże rany. To torebki foliowe, które wypadły z plecaka nieuważnego turysty. Nieświadoma jaszczurka, zwabiona zapachem, nie wiedziała, że wchodzi w śmiertelną pułapkę. Płazy i gady są bezradne wobec zabijającego je plastiku. Las krwawi od naszej nieostrożności i braku szacunku do życia, tak samo jak noga ptaka zaplątanego w sznurek, gumę czy taśmę. Z wypełnionym żołądkiem zwierzę umiera głodne, gdy na ścieżkach lasu znajduje śmieci, odpadki ludzkiej obecności. Rany lasu zadane ludzką nonszalancją.
W XIX wieku amerykański filozof zabiera nas do lasu. Henry David Thoreau wybudował nad jeziorem Walden w Massachusetts prostą chatę. Był to dwuletni eksperyment, podczas którego zdecydował się żyć w jak największej zgodzie z samym sobą i z przyrodą, przy jak najmniejszych kosztach utrzymania, realizując jedynie podstawowe potrzeby. W tym sensie wrócił do początków historii. Krates z Teb całe swoje odziedziczone bogactwo rozdał, żyjąc na ulicy, sypiając dokładnie tam, gdzie zastała go noc, i jedząc tam, gdzie złapał go głód. Miał zwyczaj zaglądać do cudzych domów, pouczać mieszkańców, że zagubili się w materialnym świecie. Krates, jeden z czołowych cyników, w kolejnych swoich odsłonach pokazywał, jak ważne jest odrzucenie mało istotnych potrzeb prowadzących jedynie do rozpasania ego i zamykających nas na tym, co materialne. Uczył zwyczajnego życia i prostoty. Wedle Kratesa życie samo oferuje nam tyle możliwości, że nie potrzebujemy wzbogacać go kolejnymi elementami, których wartościowość jest wymyślona i kulturowa. Hipparchia z Maronei, jego żona, podążała z nim przez greckie miasta, walcząc z przyzwyczajeniami i społecznym konformizmem. Dla niej życie było bardzo proste, wystarczyło wsłuchać się we własne ciało i otaczający świat.
Dwa lata w chacie, w leśnych odstępach, jakie spędził Thoreau, nie były tylko stoicką czy cynicką manifestacją prostoty życia. Dla tego filozofa była to także lekcja, jaką udziela nam sam świat. W jego myśleniu pobrzmiewa nuta starożytności, której nie powstydziliby się ani Heraklit, ani Marek Aureliusz. Do przetrwania potrzebne są: nóż, siekiera, łopata, dach nad głową, coś do jedzenia, coś do ubrania. Wszystko inne jest zbędne. Podstawowe potrzeby, takie jak pragnienie, potrzeba bezpieczeństwa, głód czy sen, łatwo zaspokoić. Wystarczy to, co oferuje świat. A gdy można mieć przyjaciół, nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Thoreau miał wiernych przyjaciół, którzy odwiedzali go w chacie i wspierali podczas jego eksperymentu. Sam pisał, że mieszkanie w głuszy nie oznacza samotności, ma się przecież swoje myśli, swoją świadomość, a on miał jeszcze to, co najważniejsze: oddanych mu ludzi.
Problemy zaczynają się wtedy, gdy ulegamy potrzebom wtórnym, czyli takim, które nie są konieczne do zaspokojenia naszych podstawowych pragnień. Ponieważ musimy zaspokoić głód, jedzenie jest nam potrzebne, ale już ucztowanie jest zbędne. Tak samo woda doskonale gasi pragnienie, dlatego droga herbata przywieziona z innego kontynentu czy ekskluzywny alkohol stanowią jedynie zbędny obiekt naszego konsumpcyjnego nastawienia wobec rzeczywistości. W tym samym duchu należy podejść do codzienności. Ubranie ma służyć ochronie przed zimnem lub upałem, nie musi być ani modne, ani spełniać oznak prestiżu, czy dawać satysfakcję estetyczną. Gdy człowiek pozostawi za sobą wtórne potrzeby generowane kulturowo, zmieni się nie tylko jego życie, jakość tego życia, ale również zmieni się jego postrzeganie świata. Cała rzecz polega na tym, by udało się człowiekowi powrócić do pierwotnej relacji, w której świat przyrody nie był jeszcze obiektem, a był domem. To powrót do naturalnej sytuacji, w której rośliny i zwierzęta jeszcze nie stanowiły przedmiotu, a były częścią wspólnoty, jaką obdarowała nas Matka Gaja.
Jedność życia, połączenie wszystkich i wszystkiego. Biosfera ze swoimi krajobrazami i ekosystemami daje dom całemu spektrum życia. To nasza Matka Gaja. Nieustający obieg materii i energii pozwala na trwanie warunków sprzyjających życiu, nieustannie podtrzymując istnienie biosfery. Krajobraz jako mozaika połączonych ze sobą ekosystemów daje przestrzeń, na której nieustannie rozwija się dramat i piękno życia różnych organizmów. Każda istota, każda osoba, współbytując w tej przestrzeni, jest najważniejsza i równocześnie równa innym istotom. Samo życie jest wartością. Ekosystemy, z których splecione są krajobrazy, współtworzone są przez organizmy żywe. Dzięki istnieniu poszczególnych gatunków i indywidualnych istot zwierzęcych mogą one tworzyć wartościowe źródło życia. W tym systemie, pomiędzy jednostką a jej rodziną, pomiędzy przedstawicielem jednego gatunku a przedstawicielem innego, pomiędzy roślinami a zwierzętami, pomiędzy lasami, łąkami, jeziorami a rzekami, cały czas rozgrywa się nieustająca praca współbycia i współtworzenia naszego świata.
Wchodząc na ścieżki lasu, możemy podążać za dawnymi mistrzami myślenia o świecie i posłuchać samej przyrody. Jeśli tylko zachowamy wrażliwość i otworzymy się na to, co inne lub na to, co wydaje się niepozorne i małe, może okazać się, że zostanie nam dane przeżycie i wiedza, których się nie spodziewaliśmy. Wszystko jednak zależy od nas, od tego, na ile nauczymy się współbyć i być razem. Las był nauczycielem dla Thoreau, tak samo jak jezioro Walden. Ścieżki lasu prowadzą wprost w sekretne istnienie. Na leśnych ścieżkach można się przekonać, że to, co wcześniej wydawało się rzeczą, jest bogatym istnieniem.
Współczesny las pokaże nam swoje rany. Głębokie, ciężkie od cięcia ludzką obojętnością i egoizmem. Pozostawione śmieci, niebezpieczne dla życia zwierząt odpady. Foliowe torby, które mogą stać się zamknięciem bez oddechu i okrutną śmiercią. Szklane butelki, które zwabiają zapachem, ale uwiężą ciało i staną się ostatnim miejscem życia. Pożary zaprószone przez nieostrożnych turystów, które spalą żywcem niezliczone istoty.
Głębokie rany lasu i tony śmieci, jakie pozostawiamy, zanurzeni w bezrefleksyjnym konsumpcjonizmie, to nasz wyrzut sumienia. Współczesny las pokazuje nam jak w zwierciadle, kim jesteśmy. Dla Thoreau przełomowy moment nastąpił podczas wiosennej odwilży. Topniejące śniegi i pękające lody ukazały całą moc życia. Odrodzenie, z jednej strony oczywiste, z drugiej strony ukazujące nieusuwalną siłę życia. Człowiek może wiele nauczyć się od lasu, wszystko jednak zależy od tego, na ile będzie w stanie przełamać własne przyzwyczajenia i uzależnienie od kulturowych wzorców.
Współczesny człowiek sam dla siebie stał się problemem. Zamiast słuchać innych, zagłusza świat. Zamiast widzieć, ulega iluzji technologii. Zamiast czuć, zamyka się w wygodzie. Wraz ze ślepotą, głuchotą i brakiem doznań pojawia się znieczulica. Śmieci pozostawione za nami ranią tak samo jak nasza obojętność. Tymczasem las cały czas nas uczy. Cierpliwie, od tysięcy lat. Świat, w jakim żyjemy, czeka na nasze opamiętanie. Matka Gaja jest tylko jedna, biosfera potrzebuje nas wszystkich. I to od nas zależy, czy wrócimy do tego, co najprostsze: życia, współbycia, współistnienia, współpracy.
Od redakcji: Tekst jest zapisem wykładu wygłoszonego przez prof. dr hab. Joanna Hańderek podczas pikniku ekologicznego w Modlniczce, który odbył się 11 kwietnia 2026 roku w ramach akcji VIII Sprzątania Gminy Wielka Wieś, fot. (jb)


