Szkoła branżowa – życiowy wybór

Rozmowa z Teresą Sieradzką – dyrektorką Zespołu Szkół im. Wincentego Witosa w Giebułtowie

Podczas Branżowo-Edukacyjnych Targów Pracy w Giebułtowie miałem zaszczyt przeprowadzić rozmowę z Teresą Sieradzką – dyrektorką szkoły, która prowadzi z oddaniem placówkę kształcącą kolejne pokolenia fachowców. W środowisku lokalnym jej działalność cieszy się uznaniem, a szkoła znana jest nie tylko z wysokiego poziomu nauczania zawodowego, ale i z aktywnego współtworzenia lokalnej wspólnoty. Rozmawiamy o roli szkół branżowych w dzisiejszych realiach, ich wizerunku, potrzebach i przyszłości.

Janusz Bończak: Co uważa Pani za największy atut szkoły branżowej w obecnych realiach edukacyjnych i społecznych?

Teresa Sieradzka: – Największym atutem szkoły branżowej jest jej czas – czyli trzy lata, które dają konkretny zawód uczniowi, który wie, co chce robić w życiu, ma sprecyzowane zainteresowania. Po trzech latach wychodzi jako wykwalifikowany, potencjalnie dobry pracownik. Co więcej – jest już na tyle dojrzały, że może podjąć dalszą ścieżkę kształcenia, bo szkoła branżowa wcale nie zamyka drogi edukacyjnej. Wręcz przeciwnie – może ją otwierać.

Pani szkoła jest silnie związana z otoczeniem społecznym. Jaką rolę powinna pełnić szkoła branżowa w lokalnej wspólnocie?

– Na pewno powinna być międzypokoleniowa. Mam tu na myśli kontakt z dorosłymi – z pracownikami, którzy wykonują dany zawód – bo uczymy się przez doświadczenie innych. A żeby się nauczyć, musi być ten pierwszy kontakt. To, co potrafię, powinienem umieć przekazać młodszemu pokoleniu. Więź międzypokoleniowa to jedno. Drugie – musi być współpraca szkoły z pracodawcami. Oni wiedzą, jakie są potrzeby rynku. Żeby dobrze rozwijał się region, potrzebujemy diagnozy – wiedzy, czego brakuje, jakie są oczekiwania społeczne.

Jeden z wystawców Wielkowiejskiego Targu wykształcił trzy córki w tej szkole. Czy istnieje luka pokoleniowa, którą warto dziś zapełnić?

– Tak. Jest luka. Dlatego ważne jest, byśmy byli obecni na różnych wydarzeniach edukacyjnych – w gminie, powiecie, w całej Małopolsce. Tu, na Targach Wielkowiejskich, ta nić porozumienia się tworzy. Bezpośredni kontakt działa. Musimy też współpracować ze szkołami podstawowymi, bo to właśnie w wieku 13–14 lat pojawia się impuls: “kim chciałbym być?”. Ale żeby ten impuls się pojawił, trzeba znać zawody. Zawody branżowe nie są niszowe – są aktualne i bardzo potrzebne.

Szkoła taka jak Pani, nie tylko uczy zawodu, ale też buduje tożsamość i dumę z wykonywanej pracy. Jak odbudować wizerunek szkół branżowych?

Bardzo nam na tym zależy. Zły wizerunek szkół branżowych to często mit. Rodzice się boją – a niepotrzebnie. Szkoła branżowa nie zamyka ścieżki kariery. Przeciwnie – daje ją. Uczniowie zdobywają doświadczenie, odbywają praktyki, potrafią coś zrobić i chcą się dalej uczyć. Trzeba zadbać o ten wizerunek – wspólnie, systemowo, z udziałem samorządów i mediów.

Co możemy zrobić, by społeczność lokalna bardziej dostrzegła wartość tych szkół? Czy współpraca z samorządem jest kluczowa?

– Bardzo ważna. Odczuwamy wsparcie lokalnych władz samorządowych na poziomie gminy i powiatu, np. przy pisaniu i wdrażaniu projektów unijnych oraz organizowaniu wydarzeń edukacyjnych o charakterze zawodoznawczym. Dzięki projektom unijnym uczniowie zdobywają konkretne kwalifikacje – kursy spawacza, operatora wózka widłowego, barmana, itd. Ale równie ważne jest wyposażenie pracowni – szkoła musi mieć przestrzeń do nauki zawodu. I tu potrzebujemy zrozumienia rodziców i wsparcia samorządów. Pracodawcy też muszą odważyć się podpisać umowę z młodocianym – to trudne, nie każdy chce. Dlatego konieczna jest systemowa współpraca na poziomie rodzic-szkoła-pracodawca-samorząd.

Czy wskazane by było, aby na takie wydarzenia przyjeżdżali przedstawiciele samorządu i więcej pracodawców z województwa małopolskiego?

– Myślę, że tak. Jest to okazja do pokazania współpracy między szkołą, pracodawcą i samorządem w praktyce. Obecność przedstawicieli samorządu i pracodawców w szkole poprawia komunikację i zrozumienie potrzeb. W szkole podejmowane są różne inicjatywy – konferencje z doradztwa zawodowego, spotkania z pracodawcami. Wszystko musi być systematyczne, planowe i wówczas przynosi efekty. Dziś mamy ogromne wsparcie z Urzędu Pracy – i to bardzo dużo dla nas znaczy.

Czy dzisiejszy dzień uważa Pani za udany?

– Tak. Dodatkowo odbył się rajd pszczelarsko-zielarski – z edukacją przyrodniczą. Było ponad 120 uczniów z okolicy – z Krakowa, z Wielkiej Wsi, Przybysławic, Jerzmanowic, Modlnicy, Bębła, Białego Kościoła. Przy okazji uczymy o zawodach. Były też firmy, na które zawsze możemy liczyć.

Piszemy otwarty list do lokalnych władz i samorządowców, by aktywniej włączyli się w rozwój szkół branżowych, czyli rozwój regionu?

Tak, piszemy. Jak najbardziej powinniśmy zaproponować kolejne formy współpracy.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Janusz Bończak

Tekst, fot. Janusz Bończak,
Koordynator Wielkowiejskiego Targu.
Społeczny doradca Wojewody Małopolskiego
do spraw Rolnictwa i Rozwoju Wsi